Cała Ja

Cała Ja

Matka, żona, emigrantka

bez pamięci zakochana w życiu

Justa

Współpracuje z

5 moich miejsc

Jesienny projekt KLUBU POLKI „Najważniejsze miejsca klubowiczek” dobiega końca. Wszystkie październikowe wpisy polek emigrantek i ich ważnych miejsc, znajdziecie  T U T A J. 
Zapraszam serdecznie na bloga Klubu Polki gdzie powita Was nowa, piękna szata graficzna i mnóstwo ciekawych informacji o emigracji i o Polkach w Świecie. Co warto zwiedzić, pojechać, zobaczyć. 

 

Znacie to uczucie, kiedy lądując się w jakimś miejscu czujemy się dobrze…
Ciepło otoczenia, bijący spokój, harmonia, poczucie bezpieczeństwa. Są to Nasze miejsca na ziemi, ma je każdy, mam i Ja.

Mówią, że emigracja zabiera Nam ojczyznę – nic bardziej mylnego. Moja emigracja pozwoliła poznać mi piękne miejsca, wartościowych ludzi, w realu i wirtualnie. To właśnie dzięki niej, z jednego rodzinnego miasta Będzin, miejsc na ziemi mam teraz znacznie więcej. Zawsze powracam do nich z ogromną przyjemnością i sentymentem.

Dziś mam zaszczyt przedstawić Wam „5 moich miejsc”, moich ostoi w których czułam i czuję się jak w domu.

Będzin
zawsze będzie moim numerem jeden. Urodziłam się co prawda w Strzelinie na Dolnym Śląsku ale jako 4latka przeprowadziłam się do nowego, spełnionego marzenia moich rodziców – M4 na osiedlu Zamkowym.

Fakt, że nie mieszkam już w Polsce nie świadczy, że porzuciłam moje korzenie, wyrzekłam się ojczyzny, jak często słyszę od swoich hmm znajomych. O Polsce i o swoim pochodzeniu zawsze wypowiadam się otwarcie i z dumą. Pracując w Szkole Podstawowej mam wiele okazji do prezentowania mojego Home Town, a dzieci z zachwytem oglądają i słuchają historii o Będzinie i jego pięknym zamku, z którego słynie.

Wizytówka Będzina to Zamek Królewski, Pałac Miroszewskich i wielki targ, na który zjeżdżają się ludzie z całej Polski i gdzie mają najlepsze ziemniaczki pieczone i szaszłyki na świecie.

Londyn
to tutaj stawiałam swoje pierwsze kroki jako emigrantka, to tutaj poznałam mojego obecnego męża, to tutaj urodził się mój pierworodny syn.  2 lata w tej wielkiej metropolii to była prawdziwa szkoła przetrwania. Obce miasto okazało się jednak bardzo przyjazne, zawarte znajomości trwają do dzisiaj.

Pierwszą miejscówką było Neasden. Z okna mrugał do mnie stadion na Wembley. Zawsze marzyłam aby wejść na trybuny, jednak nie było mi to dane. W czasie gdy mieszkałam po sąsiedzku, stadion był w trakcie prac remontowych.

Stosunkowo szybko z wynajmowanego pokoju przeprowadziłam się do mieszkania na Surrey Quays. Uwielbiałam tą dzielnicę, do pracy 5 minut spacerkiem, sklep pod nosem i  ławeczkę nad Greenland Dock gdzie mogłam siedzieć godzinami. Lepiej nie mogliśmy trafić. 

Aleksandrów/Warszawa
jak się pojawiły ?? Proste, mój mąż to rodowity Warszawiak. Kilka lat temu teściowie sprzedali mieszkanie na Bródnie i wybudowali sobie mały, uroczy domek w Aleksandrowie. Cisza, spokój, sielanka, do Warszawy blisko, nad Zalew Zegrzyński jeszcze bliżej. Teraz to moja oaza spokoju. Uwielbiam rano siadać na tarasie z kubkiem kawy. Niestety domy na podwarszawskiej wsi rosną jak grzyby po deszczu i z roku na rok ich przybywa.
Kirkcaldy (Szkocja)
Będąc na urlopie macierzyńskim, zakład w którym oboje z mężem pracowaliśmy ogłosił upadłość. Nadszedł czas zmian i z londyńskiego gwaru przefrunęliśmy do Kirkcaldy w Szkocji, To urocza miejscowość portowa nad Zatoką Firth of Forth. Mieszkaliśmy na malutkim osiedlu The Kyles tuż koło ruin zamku Ravenscraig. Przepiękna okolica, mili sąsiedzi, nad zatokę 5 minut. Bywaliśmy niemal codziennie, Alex uwielbiam spacery po plaży, Ja też je uwielbiałam. Jednak los potrafi być przewrotny i długo nie zabawiliśmy na szkockiej ziemi. Półtora roku wystarczyło jednak, żeby zaliczyć rok w College. Czas było wrócić na angielską ziemię.
Leyland
był i jak na razie jest Naszym ostatnim przystankiem. Zapuściliśmy już korzenie bo mieszkamy TU już 7 lat. Brakuje mi tu ryneczku, charakterystycznego dla większości angielskich miast, nie ma typowego centrum handlowego ani kina, ale póki co nie zamierzamy opuścić miejsca gdzie znaleźliśmy Nasz kąt. Mamy nową “rodzinę” – otaczają Nas wspaniali sąsiedzi, którzy od pierwszego dnia przyjęli Nas jak swoich. Zawsze można na nich liczyć, o każdej porze dnia i nocy. I nikt mi już więcej nie przegada, że Anglicy to zimny, zamknięty naród. Nigdzie więcej, poza moim rodzinnym miastem, nie spotkałam tylu życzliwych i pomocnych ludzi. Czuję się tu jak w domu… Atrakcji zbytnio w miasteczku nie ma ale za to wszędzie jest blisko – Blackpool, Liverpool, Southport, Manchester. 

 

Tam dom Twój gdzie serce Twoje. Moje serduszko podzieliło się pomiędzy tych moich PIĘĆ.

Dziękuje 

justalogo

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

UA-77360898-1
%d bloggers like this: