Cała Ja

Cała Ja

Matka, żona, emigrantka

bez pamięci zakochana w życiu

Justa

Współpracuje z

„Cud poczęcia” według Agaty / Francja

Witam na kolejnym wpisie z serii „Cud poczęcia według Polek w świecie”.

Dziś do Naszego grona przystąpiła Agata z Lyon, Francja.

 


 
JUSTA: Na wstępie poprosiłabym o kilka słów o sobie. 
AGATA: Do Francji wyjechałam z Warszawy  w 2004 roku, na studia historii sztuki i koordynacji wydarzeń kultury na uniwersytecie Lyonie. Tam poznałam przyszłego męża, Jean, z którym na cztery lata przenieśliśmy się na Martynikę – zamorski departament Francji.  Teraz znów mieszkamy w Lyonie, z przywiezionymi z wyspy dwoma kreolskimi psami. Karaiby nauczyły nas kilku rzeczy: stresujemy się dużo mniej, staramy cieszyć tym co mamy. Jesteśmy rodzicami malutkiej Anouk, urodzonej w sierpniu 2015r.
 
 
CIĄŻA I PORÓD
JUSTA: W jakim kraju/mieście/przychodni prowadziłaś swoją ciąże? 
AGATA: Mieszkam w Lyonie, we Francji. Przez pierwsze miesiące ciąży miałam wybór – jej prowadzeniem mógł zajmować sie mój lekarz rodzinny, wybrana przeze mnie położna lub ginekolog. Ja zdecydowałam się na opiekę prywatnej położnej. Wybrałam Violaine gdyż przyjmowała niedaleko mojego domu, w miejscu zwanym La Maison de la Naissance et de la Parentalité. To społeczna inicjatywa poświęcona przygotowaniu do porodu i rodzicielstwu. Nie zdawałam sobie wtedy ile mam szczęścia, że na nich trafiłam!
To dzięki ich opiece, radom i bibliotece odważyłam się wybrać szpital który odpowiadał naszym wyobrażeniom o tym, w jakim miejscu powinna przyjść na świat nasza córeczka. I zamiast zapisać się na wielką i świetnie wyposażoną porodówkę w naszej dzielnicy albo do prywatnej kliniki,  zdecydowaliśmy się pojechać do oddalonego o 30km małego, spokojnego szpitala w Givors. Protokoły medyczne były w nim dużo prostsze, a położne miały doświadczenie w odbieraniu porodów bez przesadnej ingerencji medycznej.  Porodówka wyposażona była w sale „nature” z  wanną, piłkami, szarfami do podwieszania się,  wielkim materacem na ziemi  i innymi udogodnieniami dla mam chcących rodzić bez znieczulenia. To we Francji rzadkość.
 
JUSTA: Czy byłaś/jesteś zadowolona z oferowanych badań, pomocy i ogólnego przebiegu ciąży? 
AGATA: We Francji kobiety w ciąży mają prawo do wielu badań finansowanych w zakresie podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego. Nie wszystkie są obowiązkowe. Miałam prawo do badań prenatalnych oraz  trzech ekografii, kilku analiz krwi i moczu – co wydało mi się wystarczające. Co miesiąc spotykałam się z położną na godzinną wizytę, podczas której Violaine sprawdzała mi ciśnienie, słuchała rytmu serca malucha, pokazywała mi przeróżne ćwiczenia, a nawet masowała mnie gdy byłam zmęczona. Rozmowa o tym jak się czuję, albo jakie mam obawy, stanowiła ważny element tych wizyt. Nie czułam się jak u lekarza. Siedziałam na wygodnej kanapie, piłam herbatę i mogłam pożyczyć z biblioteki ciekawe książki. Violaine nauczyła mnie słuchać mojego ciała i traktować ciąże jak cos naturalnego. 
Ta atmosfera była dla mnie ważna, bo moje pierwsze  ciążowe doświadczenia z francuską służbą zdrowia były raczej nieprzyjemne i stresujące. Na początku ciąży wybrałam się na wizytę kontrolna do mojej lekarki rodzinnej i usłyszałam, że jedyne co mogę zrobić to wyrobić kartę grupy krwi na wypadek krwotoku w wyniku poronienia, i że w 1 trymestrze  we Francji ciąża nie jest jeszcze traktowana „poważnie”. Później trafiłam po drobnej stłuczce samochodem na wizytę kontrolną na najlepszej porodówce w w mieście, gdzie student medycyny najwyraźniej bardzo zmęczony lub nie potrafiący przeprowadzić ekografii oświadczył mi chłodnym tonem, że  nie widzi akcji serca i moja ciąża najprawdopodobniej zatrzymała się. Kazał wrócić za tydzień.  W końcu wyniki badań prenatalnych były „anormalne, ale proszę się nie niepokoić”.  Miałam dosyć oczekiwania na badania które przynoszą jedynie niepotrzebny stres. Po karaibsku postanowiłam wówczas, że ważniejsze niż wyszukiwanie ewentualnych problemów  jest dla mnie dobre samopoczucie i pozytywne nastawienie. Od tamtego czasu wszystko układało się tak dobrze jak tylko mogło. Pod wpływem lektur zdecydowałam się przygotować do porodu bez znieczulenia, choć jest ono we Francji bezpłatne i korzysta z niego większość kobiet.

W drugim trymestrze zapisałam się w La Maison de la Parentalité na zajęcia z sofrologii przygotowujących do porodu. Nauczyłam się tam odprężać używając prostych technik oddechowych i kontrolować ból.  (Za te zajęcia płaciłam z własnej kieszeni). Bardzo lubiłam ich atmosferę, zaprzyjaźniłam się tam z dziewczyną mającą rodzić w tym samym szpitalu Do tej pory często spotykamy się z naszymi córeczkami. Poszłam też z ciekawości na jedne zajęcia ze śpiewu prenatalnego, prowadzone przez wykwalifikowaną położną. Choć brzmi to trochę  dziwnie, te półtorej godziny było chyba najważniejsze z całych przygotowań do porodu. Nauczyłam się tam… buczenia! Niskie monotonne tony, przypominające śpiew tybetańskich mnichów,  działają bowiem na ciało jak znieczulający masaż, gdyż prowokują wydzielanie się endorfin. Wcześniej słysząc coś takiego puknęłabym się w głowę, ale… to działa! Nadal czasem buczę, gdy mnie coś boli!

Od drugiego trymestru zaczęłam cierpieć na mecząca rwę kulszową na którą lekarze proponowali mi tylko zwolnienie i środki przeciwbólowe. Odkryłam wówczas genialnego specjalistę – „chiropracteur”, który w ciągu jednej wizyty sprawił, że ból znikł. Nauczył mnie ćwiczeń dzięki którym moje ciało było w stanie bezboleśnie nadążyć za zmianami spowodowanymi przez ciążę. Czułam się potem lepiej  niż… kiedykolwiek! Wyjaśnił mi również np.  jak siadać by dziecko ustawiło się w odpowiedniej pozycji do porodu. Chodzę do niego nadal i żartuję, że to będzie pierwszą osobą która dowie się jeśli kiedyś znów zajdę w ciążę! Te wizyty niestety nie są refundowane prze moje ubezpieczenie. (Ale przez  niektóre ubezpieczenia dodatkowe -owszem).

W trzecim trymestrze miałam prawo do siedmiu refundowanych  seansów przygotowania do porodu, które poprowadziła Violaine. Pięć w grupie trzech przyszłych par rodziców, dwa tylko z moim mężem.  Mogłam wybrać się na takie zajęcia w szpitalu,  ale Violaine przygotowywała nas do porodu bez znieczulenia, z ćwiczeniami i w tej spokojnej atmosferze, którą już znałam. Nauczyliśmy się jakie ruchy pomagają uśmierzyć ból, jak pomagać „dobrym” hormonom podczas porodu, jak opiekować się niemowlęciem. Tak naprawdę nie bałam się porodu, do końca ciąży przesypiałam całe noce. Jeśli miałam jakiekolwiek pytanie mogłam w każdej chwili zadzwonić lub napisać do Violaine.

Przez całą ciążę w pracy traktowano mnie świetnie, miałam prawo do wszystkich udogodnień o jakie prosiłam, ale w zamian za to nie brałam żadnych zwolnień i w ciągu pół roku opuściłam może 3 dni. Półtora miesiąca przed porodem miałam prawo do urlopu macierzyńskiego. Do dnia porodu czułam się świetnie i byłam aktywna, sporo chodziłam i ćwiczyłam według zaleceń lekarza chiropracteur.

 
JUSTA: Może masz jakieś spostrzeżenia, porady dla kobiet planujących dzidziusia w Twojej okolicy?
AGATA: Już na początku ciąży dobrze zastanowić się jak wyobrażacie sobie poród i na tej podstawie wybrać położną, lekarzy i szpital.  Z moich obserwacji wynika, że kobiety prowadzące ciążę u ginekologa, szczególnie w prywatnej klinice częściej spędzają ostatnie miesiące w pozycji leżącej – te same objawy i skurcze są przez nich interpretowane inaczej niż przez położne!
Dobrze sprawdzić też np. jaki procent porodów w danym szpitalu kończy się cesarskim cięciem albo nacinaniem krocza.
 
 
WSPOMNIENIE PORODU
JUSTA: Opieka, pomoc, wsparcie – jak je oceniasz? Czy uważasz, że zajęli się Wami wystarczająco dobrze?
AGATA: Mój mąż po narodzinach córeczki oświadczył : „To był bardzo przyjemny poród”! Rzeczywiście, wszystko przebiegło tak dobrze jak nie zakładałam nawet w najoptymistyczniejszej wersji. Dojechaliśmy do szpitala na czas, sala „nature” z piłkami, wielkim materacem i równie wielką wanną (z której nie zdążyłam skorzystać!) była wolna. Porodówka była spokojna, młoda położna przemiła i cierpliwa. Nauka buczenia okazała się przydatna ! Mogłam się ruszać, nie podano mu żadnych leków, obserwowano jedynie rytm serca dziecka. Miałam też prawo pić wodę, choć jest to zakazane w większości szpitali  – można tylko spryskać język woda w sprayu! Anouk urodziła się niemal w ciemności, na wielkim materacu na ziemi, od razu została położona na moim brzuchu. Położna przykryła nas kocem i zostawiła nam biper na wypadek gdybyśmy jej potrzebowali. Mogliśmy leżeć we trójkę przez 2 godziny i nikt nam nie przeszkadzał.  Dopiero potem nasza córeczka została zważona i ubrana, podano jej witaminę K i sprawdzono czy nie ma problemów z biodrami.
 
 
OPIEKA NAD NOWORODKIEM I ŚWIEŻĄ MAMĄ PO PORODZIE
JUSTA: Ile dni po porodzie musieliście zostać w szpitalu.
AGATA: Anouk urodziła się w nocy z poniedziałku na wtorek, mogłyśmy wrocić do domu  czwartek, ale na moją prośbę zostałyśmy do piątku, z powodu wizyty u ortopedy.
 
JUSTA: Jak wspominasz Wasze pierwsze chwile? Czy opieka nad Wami była zadowolająca?
AGATA: Wspaniałe, bo nikt nam nie przeszkadzał, ale mogliśmy w każdej chwili poprosić o pomoc. Miałyśmy własny pokój z łazienką i lodówką, mój mąż mógł zostać z nami w szpitalu 2 noce – za jego pobyt i śniadanie płaciło nasze ubezpieczenie.
Tak, choć położne były dość zabiegane. Ale gdy tylko miały czas pomagały mi z uśmiechem.
 
JUSTA: Jakie badania miało Twoje małe szczęście?
AGATA: Badanie słuchu, bioder, kontrola przez pediatrę, krwi. Ponieważ nasza córeczka urodziła się z luksacją biodra to jeszcze podczas pobytu w szpitalu pediatra zorganizował nam USG w lepiej wyposażonej klinice, do której całą naszą trójkę zawiozła karetka. Nie musiałam też troszczyć się o szukanie ortopedy, pediatra załatwił nam na kilka dni później wizytę u najlepszego specjalistę.
Gdybym zdecydowała się na kolejne dziecko, to na 100% w przypadku zdrowo przebiegającej ciąży zdecyduje się na te samą klinikę w Givors albo poród w domu!!
 

Dom Rodzicielstwa

Porodowka szpitala Centre Hospitaliers de Givors 


 

Agata prowadzi swojego bloga i stronkę na Facebook gdzie Was serdecznie zapraszam.

Martynika Od Podszewki – Facebook

Martynika Od Podszewki – blog

zajrzyjcie bo warto 🙂 

 


od Justy : 

Na wstępie serdecznie gratuluje córeczki o tak pięknym imieniu i dziękuje ci ślicznie za wzięcie udziału w moim skromnym projekcie. Przepraszam za wczorajszą wpadkę ale jakbym nie namieszała to nie byłabym sobą 🙂  

Pozdrawiam serdecznie,  Justa xx


 

Dzięki wielkie za odwiedziny i poświęcenie swojego cennego czasu na zagłębienie się w kolejną opowieść. 

Pozdrawiam

justalogo

  • Nietypowy jak na Francje poród i nietypowe prowadzenie ciąży ale Piękne!

    • no i się sprawdza powiedzenie ile ludzi tyle przypadków 🙂

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

UA-77360898-1
%d bloggers like this: