Cała Ja

Cała Ja

Matka, żona, emigrantka

bez pamięci zakochana w życiu

Justa

Współpracuje z

„Cud poczęcia” według Ewy / Francja

Witam i zapraszam na kolejny wpis z serii „Cud poczęcia” według Polek w Świecie. 
Dziś Ewa z bajecznego Saint-Germain-en-Laye, miasta we Francji położonego na zachód od Paryża. 
Ewa opowie Nam o zaletach prowadzenia ciąży w prywatnej klinice oraz o jej finansowej stronie.
Zapraszam do lektury. 


 
Mam na imię Ewa, mieszkam wraz z mężem i dwójką synków w małej wiosce 50 km od Paryża. Moja codzienność wypełniona jest opieką nad Sachą (4 lata) i Aiden-em (7 m-cy), dbaniem o dom oraz gotowaniem i prowadzeniem bloga o spokojnym życiu na wsi. 

Obie ciąże jak i porody odbyły się we Francji, w miejscowości Saint Germain en Laye. Mając dobre ubezpieczenie zdrowotne mogłam sobie pozwolić na to, żeby rodzic w prywatnej klinice, w której pracuje moja ginekolog.



Obie ciąże były ciążami o podwyższonym stopniu ryzyka, z tego względu, że przeszłam przez kilka poronień. Moja ginekolog była jednak osobą twardo stąpającą po ziemi, zapisywała mnie na wszelkie możliwe badania, nawet jeżeli były zbędne. Uspokajało mnie to, gdyż wiedziałam, że nawet najmniejszy problem, najmniejsza wada, zostaną wykryte na tyle wcześnie, że będę mogła do ewentualnych komplikacji psychicznie się przygotować. Poza regularnymi badaniami krwi i moczu, miałam dodatkowe badania na zespół Downa, pomimo, że wszelkie pomiary były idealne. Traktowano mnie poważnie, każda wątpliwość była wytłumaczona ale bez wdawania się w zbyt medyczny żargon, który tylko by mnie drażnił zamiast uspokajać.



Zaletą rodzenia w prywatnej klinice we Francji jest to, że młoda mama ma do dyspozycji osobny pokój, często z dodatkowym łóżkiem dla ojca dziecka. Jako, że jestem osobą samodzielną i przy drugim dziecku wiedziałam już co i jak, nikt nie ingerował za bardzo w nasze pierwsze dni razem ale personel medyczny był do dyspozycji 24/7 jeżeli tylko miałam jakieś pytania lub wątpliwości. Położne wspaniale pomagały mi przy karmieniu piersią, nawet już po opuszczeniu kliniki.



Zostaliśmy w klinice 4 dni, zamiast 2, które obowiązują w szpitalu. Jako, że oba bobasy urodziły się zdrowe, mogłabym spokojnie opuścić klinikę wcześniej ale dopóki dzieci nie odzyskały poporodowej wagi, musieliśmy zostać w „hotelu”.



Same porody były zupełnie niestresowe. Skorzystałam z opcji znieczulenia i czasami żartuję sobie, że jedyne czego mi brakowało, to croissant i kawa przy łóżku porodowym.

Natychmiast poporodowe dzieci zostały zważone i oczyszczone ale przy asyście mojego męża, co bardzo mnie uspokajało. Bałam się spuścić je chociaż na chwilę z pola widzenia, te moje małe cuda świata.



Po porodzie musiałam odczekać dwie godziny, aż znieczulenie przestanie działać i zaraz potem zawieziono nas do pokoju, gdzie cieszyliśmy się z powiększenia naszej rodziny.



Napewno zainteresuje Cię, jak to wyglądało w kwestii finansowej.

Obowiązkowe badania krwi i test na zespół Downa są refundowane przez tutejszy NFZ czyli Securité Sociale. Jak już wspomniałam, mając dobre ubezpieczenie zdrowotne, resztę kosztów też mi zwrócono.



Faktura z kliniki opiewała na kwotę 4000€, z czego około 60% było refundowane przez Secu. Resztę pokryło ubezpieczenie. Ta kwota może wydawać się dosyć spora, jednakże istnieje wiele renomowanych klinik lub prywatnych szpitali, w których za poród płaci się nawet do 16000€.



Polecam serdecznie ten rodzaj opieki. Niestety, nie mogę się wypowiedzieć na temat porodu w szpitalu publicznym. Cieszę się, że miałam warunki ku temu, żeby rodzić w prywatnej placówce.

zdjęcia pochodzą z INSTAGRAM Ewy

można ją także podglądać na jej blogu :  mrsandmrflr

 


Od Justy : 

Dziękuje ci Ewciu za wzięcie udziału w moim pierwszym projekcie.  Zawsze interesowało mnie jak wygląda opieka kobiety w ciąży i po porodzie w innych krajach. Dzięki Tobie i innym mamom, które zgodziły się napisać parę słów o swoich doświadczeniach fajnie mi to rozświetla.  Bardzo mi przykro z powodu wcześniejszych strat, wiem, że każda boli tak samo ale gratuluje ogromnie dwóch cudnych synków.  Dziękuje, że jesteś. Pozdrawiam.


 

 Dziękuje za wizytę i już za 2 tygodnie – 19.08.2016 – zapraszam na kolejny wpis.

Pozdrawiam  

  • Barbara Baradziej

    Miło jest czytać takie pełne optymizmu historie, moja nie jest taka radosna ,bo szpital we Włoszech mnie mocno rozczarował. Dobrze ,że nie wszystkie mamy złe wspomienia z tak pięknego wydarzenia 🙂

    • całe szczęście Basiu 🙂 szkoda tylko, że Twoja historia nie jest taka radosna

  • Fajne wspomnienia!

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

UA-77360898-1
%d bloggers like this: