Cała Ja

Cała Ja

Matka, żona, emigrantka

bez pamięci zakochana w życiu

Justa

Współpracuje z

„Cud poczęcia” według Justyny / Anglia, Bristol

Ciekawi jesteście jak wygląda opieka nad kobietą ciężarną w Anglii ? Czy mity na temat złej opieki prenatalnej w Wielkiej Brytanii są prawdziwe ??  
Zapraszam na kolejny wpis z serii „Cud poczęcia według Polek w świecie” gdzie Justyna,
autorka bloga Poriomaniacy, podzieli się z Nami swoją historią. 
 

 
Dosyć długo zwlekaliśmy z decyzją o dziecku. Nie dlatego, że go nie chcieliśmy, bo wręcz przeciwnie!
Chcemy mieć ich trójkę (wymarzone były trojaczki, ale jakoś nie wyszło ;)). Najpierw minęło 7 lat odkiedy się poznaliśmy zanim wzięliśmy ślub. Potem przeprowadzka z Manchesteru do Londynu i 14-miesięczna podróż po Ameryce Południowej. A na koniec trafiło nam się wesele w Kenii, po którym jeszcze przez jakiś czas nie mogłam zajść w ciążę, z powodu zażywanych tabletek na malarię. W końcu jednak nic już nie stało na przeszkodzie i nasza mała Oliwka mogła się pojawić na tym świecie.
 
Jeszcze zanim zaszłam w ciążę nasłuchałam się na temat opieki prenatalnej w Anglii. I były to historie rodem z horroru. Jak to w ogóle kobieta w ciąży nie widzi lekarza. Rodzące kobiety są nagminnie odsyłane do domu. Porody są przenoszone. A nawet jedna historia, o tym jak to matka nosiła przez dwa tygodnie martwe dziecko i nikt się nią nie zainteresował. Historie te nie napawały mnie optymizmem, a moja mama, sama będąc lekarzem, intensywnie namawiała mnie na poród w Polsce.
 
Gdy zaszłam w ciążę mieszkałam w Bristolu, w Anglii, w dzielnicy Kingswood. Po zrobieniu testu wybrałam się do przychodni, aby umówić się na wizytę u lekarza, ale zostałam od razu odesłana do położnych, które przyjmowały w budynku obok. Pierwszą wizytę miałam umówioną około 9 tygodnia i wyczekiwałam jej z niecierpliwością.
 
W 6-tym tygodniu zaczęłam jednak intensywnie krwawić i bałam się, że poroniłam. Natychmiast, cała we łzach, zadzwoniłam pod numer 112. Czytająca skrypt dziewczyna zadała mi parę pytań na temat bólu (który był znikomy), krwawienia (które było intensywne, ale trwało tylko przez chwilę i wyglądało, na to, że już się zakończyło) i powiedziała, żebym czekała na telefon od lekarza. Ten zadzwonił już po paru minutach i umówił mnie na wizytę w szpitalu.
 
Ponieważ był akurat Nowy Rok, w poczekalni czekało sporo ludzi. Sympatyczna lekarka pomacała mi brzuch, po raz kolejny wypytała szczegółowo o objawy, po czym stwierdziła, że dla niej nie wygląda to na poronienie, ale żeby się upewnić dostałam skierowanie na USG na poniedziałek. Nie muszę chyba mówić, że te parę dni od piątku wieczór do poniedziałku były dla mnie chyba najdłuższymi dniami w życiu.
 
Z samego rana pojechałam do szpitala na USG i z duszą na ramieniu wyczekiwałam co usłyszę od pani wykonującej skan. Jakże się ucieszyłam, gdy usłyszałam, że dzieciątko żyje i ma się dobrze. Miało ono wówczas tylko parę milimetrów, ale jego serduszko biło mocno. Krwawienie było spowodowane krwiakiem okołokosmówkowym. Podobno są one dosyć częste, a jakby krwawienie się powtórzyło miałam ponownie wrócić na kolejne USG.
 
Wrócić do szpitala musiałam już tydzień później. Tym razem pani wykonująca skan nie była aż tak miła (być może dlatego, że ja już byłam spokojniejsza) i usłyszałam, żebym nie przylatywała do nich z byle krwawieniem. Tym razem miałam wrócić dopiero jeśli krwawieniu towarzyszyłby silny ból i/lub skrzepy.
 
Po tych pierwszych przygodach w ciąży, moje dziecko się uspokoiło i cała ciąża przebiegała bezproblemowo. Ja jednak i tak miałam robione sporo dodatkowych badań ze względu na dwie operacje kręgosłupa w przeszłości (dwie wizyty u ginekologa i jedna u anestezjologa), tatę cukrzyka (badanie poziomu glukozy) oraz dużą wadę wzroku (konsultacja telefoniczna z okulistą). Do tego regularne wizyty u położnej. Ponieważ mam bardzo uparte dziecko, miałam również więcej badań USG. Standardowo w Anglii kobiecie w ciąży przysługują dwa USG: w 12 i w 20 tygodniu. U mnie, poza już wspomnianymi badaniami w 6 i 7 tygodniu, musiałam mieć powtórzone oba standardowe USG, gdyż za każdym razem Oliwka nie chciała się ułożyć odpowiednio do badania. Naprawdę nie
mogłam narzekać na opiekę nade mną. Wszystkie moje pytania i wątpliwości były konsultowane ze specjalistami.
 
Pomimo, że w Polsce, ze względu na przebytą operację na kręgosłup byłabym automatycznie skierowana na cesarskie cięcie, w Anglii lekarze upierali się, że mogę rodzić naturalnie. Ja nie miałam nic przeciwko temu, wiedząc, że w gruncie rzeczy jest to lepsze i dla dziecka i dla matki. Jednak moje dziecko zadecydowało inaczej.
 
Dwa tygodnie przed datą porodu, dostałam skierowanie na USG, gdyż położna stwierdziła, że według niej dziecko jeszcze się nie obróciło główką w dół. Podekscytowana pojechałam na badanie do szpitala Southmead w Bristolu i jak się okazało, moja położna (bardzo doświadczona kobieta) miała rację. Tym sposobem musiałam zostać w szpitalu i po badaniu ginekologicznym okazało się, że tego samego dnia mam mieć cesarkę.
 
Zostałam podłączona do KTG. Był bardzo gorący dzień, a ja mogłam pić jedynie 2 łyki wody co godzinę. Do tego zero jedzenia. Teoretycznie zabieg był zaplanowany na godzinę 13:00, ale ponieważ co chwilę wpadały pilniejsze przypadki, a i ja i Oliwka czułyśmy się dobrze, zeszło aż do 22:00. Po 19:00 dopiero ktoś stwierdził, że po całym dniu mogę być odwodniona i podłączono mnie do kroplówki.
 
Sam zabieg przebiegł bez problemu, w sympatycznej atmosferze. Mój mąż mógł być ze mną podczas zabiegu i dostał dziecko, zanim ja je dostałam, co uczyniło go mega szczęśliwym. Po operacji zostałam na parę godzin przeniesiona do sali pooperacyjnej, gdzie bez przerwy była ze mną pielęgniarka. Albin miał tam fotel, na którym mógł się zdrzemnąć. Pielęgniarka pomagała mi dostawić dziecko do piersi, ale po cesarce miałam bardzo mało pokarmu, a mała nie chciała za bardzo ssać.
 
Po paru godzinach zostałam przeniesiona do sali 8-osobowej. Albin ciągle miał fotel, ale już mniej wygodny. W szpitalu spędziłam w sumie 4 dni. Obsługa była bardzo pomocna. Pielęgniarki oferowały duże wsparcie w karmieniu piersią, i nawet potrafiły spędzić ze mną godzinę, pomagając mi wycisnąć parę kropel pokarmu z piersi.
 
Po powrocie do domu odwiedziła nas znowu moja położna, która zajmowała się mną podczas ciąży. Ponieważ Oliwka słabo przybierała na wadze, praktycznie co 2 dni miałyśmy kogoś kto przychodził małą ważyć i kontrolować proces karmienia. Ponieważ byłam bardzo nastawiona na karmienie piersią położna pokazywała mi różne techniki karmienia i zapewniała wszelką możliwą pomoc. Wypisana od nich zostałam dopiero kiedy Oliwka w końcu zaczęła ładnie rosnąć.
 
Całą ciążę, opiekę w czasie ciąży, poród wspominam naprawdę bardzo dobrze. Wszystkie zasłyszane historie w moim przypadku okazały się nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości, a ja każdemu zczystym sumieniem mogę polecać poród w Bristolu.
 Justyna Kloc
 
 
Zaintrygowała cię postać Justyny ? Zapraszam na jej bardzo ciekawego bloga i FanPage: 
 
 

 od Justy : 
Witam moją imienniczkę i dziękuje ci bardzo za podzielenie się swoją historią. 
Ja podobnie jak TY także obaliłam mity związane z błahym traktowaniem kobiet w ciąży i cieszę się ogromnie, że dane było mi rodzić w Wielkiej Brytanii. Rodziłam dwa razy (Londyn, Preston), dwa razy poroniłam (Polska, Szkocja) i powiem ci, że jak tak traktują kobiety w ciąży i podczas porodu jak mnie po poronieniu to bardzo współczuję kobietom które wyjścia nie mają i rodzą w Naszej pięknej ojczyźnie. Tu w UK potraktowano mnie z taktem, współczuciem i bardzo profesjonalnie.
Gratuluje Wam cudnej Oliwci, niech się zdrowo chowa. 
ps. jak ty ślicznie wyglądałaś, ja przy końcówce wyglądałam jak mały prosiaczek 😉 


Dziękuje Ci drogi czytelniku za odwiedziny.
Jeśli już Tu jesteś zostaw komentarz, da mi to przekonanie, że tematyka nie interesuje tylko mnie.
Masz ochotę podzielić się swoimi wspomnieniami, polecić bądź ostrzec przed porodem w danym kraju/szpitalu zapraszam na maila : justapozagranicami@gmail.com.
Wszystkie poprzednie wywiady znajdziecie T U T A J

Pozdrawiam 

  • Powiem to, co zawsze: naprawdę podziwiam, jak kobieta potrafi ciążę – szczególnie związane z takimi trudnymi przejściami – tak dobrze przejść : O

    Ja chyba jestem jakaś antydzietna!

    • Dorota oj nie wierzę 🙂 my kobiety jesteśmy niesamowite same w sobie, dajemy sobie doskonale radę z przeciwnościami losu. To Nasza Super Moc, Twoja na pewno TEŻ 🙂 pozdrawiam

  • M G

    Śliczny dzidziuś i szczęśliwa mama. Takim chwilom zawsze towarzyszą wielkie emocje. Wszystkiego dobrego dla Oliwki i Rodziców. Pozdrowienia dla Justy 🙂

    • Pozdrawiam serdecznie i dziękuje 🙂

  • Igomama

    Piękna, bardzo optymistyczna historia:)
    Wszystkiego dobrego dla Oliwki, Jej Rodziców i Autorki artykułu.:)

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

UA-77360898-1
%d bloggers like this: