Cała Ja

Cała Ja

Matka, żona, emigrantka

bez pamięci zakochana w życiu

Justa

Mój pierwszy dzień w Zjednoczonym Królestwie

Co to był za dzień, ten pierwszy dzień – 3x NNN – Niepewność, Nadzieja, Nowe idzie …

Decyzję o wyjeździe podjęłam dosyć spontanicznie, pod wpływem bólu, emocji, w pośpiechu bo nadarzyła się okazja. W Londynie miałam się gdzie zaczepić więc złożyłam wymówienie w pracy, kupiłam bilet, spakowałam walizkę i 17 lutego 2006 roku na lotnisku w Katowicach-Pyrzowicach czekałam z sercem w gardle na swój pierwszy lot samolotem. Stres był podwójny bo pomijając czeski Cieszyn nigdy nie opuszczałam granic naszego pięknego kraju. 
 
Co było celem mojej emigracji ?? W zamiarze miałam zapomnieć, zostawić złe chwile daleko w tyle, rzucić się w wir pracy i zarobić na jakieś godne wakacje, po trzech miesiącach wrócić…  jednak jak już nie raz zdołałam się przekonać,  życie weryfikuje Nasze plany według własnego uznania. Z trzech miesięcy zrobiło się 11 lat, swój smutek zatopiłam w zielonych oczach mojego obecnego męża a moje dzieci dały mi siłę i nadzieję na lepsze jutro. 
Jak wyglądał pierwszy dzień mojego nowego życia ?? Sam lot jak i lotnisko w Luton nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, wokoło sami Polacy więc czułam się wciąż jak w kraju.
Moją pierwszą miejscówką było Neasden, stacja metra dzieliła mnie od Wembley, z okna widziałam stadion na który nie można było wejść bo akurat gdy byłam tak blisko był w remoncie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie mapa Londynu, zwana AZetką, dała mi ona obraz i wyobrażenie jak wielkie jest miasto w którym wylądowałam. Powiem Wam, że nie raz uratowała mi ona życie, bo nie były to czasy super telefonów z super szybkim internetem, gpsem i aplikacjami ułatwiającymi życie. 
Nie miałam żadnej taryfy ulgowej, nikt ze mną nie chodził, nie tłumaczył, nie pomagał. Wszystkie najważniejsze słowa i zwroty miałam zapisane w notesiku, notes i mapa Londynu – mój niezbędnik. 
Pierwsze zderzenie z barierą językową też nie należało do przyjemnych. Nie planując swojego wyjazdu, nie zadbałam o naukę angielskiego więc zakup tygodniowego biletu na metro i autobusy na wszystkie strefy nie należał do najłatwiejszych zadań, dosyć ostro się napociłam tłumacząc na stacji czego potrzebuję ale jakoś się udało, mogłam ruszać. Za zadanie miałam dojechać do Regent’s Park gdzie czekał na mnie znajomy, więc wsiadając na Neasden musiałam zmienić linię metra z szarej Jubilee na brązową Bakerloo i przejechać jedną stację w kierunku Elephant&Castle. Dziś brzmi to banalnie prosto ale wtedy stres wziął górę i pojechałam w przeciwnym kierunku. Finalnie, cel osiągnęłam z lekkim poślizgiem. 

1. Moja pierwsza miejscówka, 2. Pierwsze wyzwanie z metrem w roli głównej, 3. Pierwsze gniazdko, 4. Praca 5. Najlepsza i ostatnia miejscówka w Londynie

 
Dziś z perspektywy czasu stwierdzić muszę, że mój pierwszy dzień w Londynie to była niezła szkoła życia i dumna z siebie jestem, bo dałam radę sama samiutka. 
 
A Tobie jak minął pierwszy dzień na emigracji ?? 
 

Greenland Dock – London

 

nad Tamizą z BigBenem w tle

 Dzięki, że jesteś 

Wpis powstał w ramach projektu „Klub Polek na obczyźnie„. Zapraszam na bloga klubu gdzie poznać możecie niesamowite życie polskich kobiet i ‚rodzynka’ na emigracji.

Więcej wspomnień z pierwszego dnia na emigracji znajdziecie TUTAJ – zajrzyj bo warto. 

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

UA-77360898-1
%d bloggers like this: