JustaPozaGranicami

Przyjaźń …

‘Klub Polek’ to bardzo kreatywny klub i wraz z wiosną leci z kolejnym projektem. Tematem przewodnim jest tym razem ‘Przyjaźń’. Miałam nie brać w nim udziału ale udało mi się wskoczyć na datę wczorajszą. Ktoś zrezygnował więc jestem. Mam nadzieję, że post nie będzie zbyt chaotyczny, gdyż z racji tego, że wpis powinien pojawić się wczoraj nie mam zbyt wielu czasu, więc z góry przepraszam.

Tak więc co z tą przyjaźnią na emigracji? Chodzą słuchy, że przyjaźń jak i miłość na odległość nie jest możliwa. Czas i odległość zabija uczucia, kontakty i relacje międzyludzkie. W pewnym sensie muszę się z tym zgodzić ale nie do końca. Znaleźć prawdziwą przyjaźń wcale nie jest łatwo. Dwie osoby muszą się dopasować, tak aby mimo, kłótni, odmiennych zdań czy innego poczucia gustu, wspierać się, doradzać sobie na wzajem i umieć sobie wybaczać, więc jeśli już JĄ mamy to trzeba o nią dbać i za żadną cenę nie dać jej umrzeć.

Wyjeżdżając 10 lat temu z Polski zostawiłam wszystkich swoich przyjaciół i to było chyba najtrudniejsze w tej całej emigracji. Człowiekowi strasznie brakuje takich prawdziwych bliskich kontaktów z drugim człowiekiem, kiedy to wracając z pracy decydujemy się na szybką kawkę, kilka plotek i wuzetkę u przyjaciela, który dziś ma wolne albo ma nocną zmianę, albo spontaniczny wypad na piffko wieczorkiem.

Pamiętam moje pierwsze dni. Londyn, wielki, ogromny a ja sama w samym jego środku. Czułam się straszliwie samotna. W domu, w którym wynajmowałam pokój, jedyną rozrywką moich współlokatorów było obalenie wódeczki i paru piwek wieczorem.. dużo spacerowałam (nie biegałam jak większość w tej wielkiej metropolii) i przekonałam się, że moi rodacy wcale nie są przyjaźnie nastawieni do takich jak ja, do nowo przybyłych, żyją w swoich zamkniętych klanach i nie dopuszczają do siebie nikogo, i wtedy jeszcze bardziej tęskniłam za moimi przyjaciółmi… bo wiedziałam, że szybko się tu nie zbratam z nikim, bo udawać nie lubię.

A jak to jest z tą moją super czwóreczką ??

Andzia, Pompcia, Gosiek i Madzik. Każdy z innej beczki i jedyny w swoim rodzaju. Z jednymi mam kontakt lepszy i o większej częstotliwości, z innym troszkę z tą częstotliwością inaczej. Wiadomo, każdy ma swoje życie i nie każdemu pasuje wtedy kiedy mi pasuje 🙂 jednak dzięki dzisiejszej technologii (Skype, FB, WhatsApp) kontakt jest i ta magiczna chwila kiedy w końcu po roku/paru latach spotykamy się znów w realu 🙂 czemu tak rzadko ?? byłoby łatwiej gdyby wszyscy mieszkali tam gdzie mieszkali kiedy wyjeżdżałam i kiedy się poznaliśmy, a poznaliśmy się jako dzieciaki. Nasze relacje wyglądały różnie, czasami nasze drogi się mijały, każdy miał też inne towarzystwo ale dziś z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że mam fajne grono przyjaciół. Przeżyłam z nimi dużo, bardzo dużo… ehhh aż mi się mordka cieszy na samo wspomnienie.

Po trochu o każdym.

Angele poznałam w sklepie. Jej rodzice mieli sklep spożywczy u Nas na osiedlu a Andzia pomagała rodzicom w biznesiku i tak jakoś między nami zaiskrzyło. Z tą kobietą to można konie kraść i nie tylko.

Magda. Z Magdą siedziałam w jednej ławce w podstawówce. Nasza przyjaźń miała swoje wzloty i upadki ale zawsze, kiedy udało Nam się spotkać rozmowom nie było końca. Madzia jest teraz z rodzinką w Norwegii i nasz kontakt trochę się urwał, od paru lat mijamy się bo przerwy szkolne są w innych terminach. Pora odświeżyć Nasze relacje.

Marta (Pompcia) to moja szalona mordeczka, której mogę wybaczyć chyba wszystko, taki ma urok ta zaraza moja 😉 Pompcię poznałam przez Madzię, mieszkały w tym samym bloku. Pamiętam jak na polach obok osiedla uczyłyśmy się palić.. jak wspólnie uciekałyśmy przed Fraglesem z ogródków działkowych.. masa śmiechu i masa wspólnie wylanych łez. Obecnie mieszka w Hiszpanii ale nie przeszkadza nam to rozmawiać wieczorami przy lampce wina czy szklaneczce whiskey, takie video rozmowy to kupa śmiechu i super sposób na odstresowanie.

Gośkę poznałam w zasadzie dzięki Andzi, mieszkała w bloku, a nawet klatce w której jej rodzice mieli sklep. Chodziłyśmy do równoległej klasy ale w podstawówce tylko się mijałyśmy. Zaskoczyło między nami gdzieś tak pod koniec szkoły średniej. Gosia to najbardziej rozważna osóbka z Naszego towarzystwa. Mam to szczęście, że Gosia nie zmieniła miejsca zamieszkania więc jak tyko jestem u mamy to wpadam na kawkę.

To moje przyjaźnie prawdziwe, wyjątkowe i nie zniszczalne. Wierzę, że przetrwają do końca świata i o jeden dzień dłużej.

 

A jak jest z zawieraniem nowych przyjaźni TU na obczyźnie ??  Jestem co prawda w UK od 10 lat, jednak przeprowadzki nie sprzyjają zawieraniu przyjaźni.

W Londynie nie udało mi się spotkać przyjaznej duszy w realu, ale trafiłam na forum, niestety nie pamiętam nazwy, gdzie poznałam fajne kobietki z Londynu i nie tylko. Wspólne dzielenie się radościami i smutkami z życia na na emigracji, wymienianie się informacjami z bycia w ciąży, z nie przespanych nocy z noworodkiem – to właśnie dzięki NIM przetrwałam dosyć trudny okres w życiu nie mając, oprócz partnera, nikogo bliskiego obok. Z dziewczynami mamy kontakt do dziś.

Kirkcaldy (Szkocja). Początki też nie były łatwe, spotkani tam Polacy żyli w zamkniętych na ‘obcych’ klanach. Dopiero gdy poszłam do College poznałam bardzo sympatycznych ludzi, z dwoma szczególnie sobie przypadłyśmy do gustu ale czas nie pozwolił nam się lepiej poznać gdyż zdecydowaliśmy się na wyprowadzkę. Z początku utrzymywałyśmy kontakt telefoniczny jednak z czasem znajomość umarła śmiercią naturalną.

Leyland. Tu mamy najdłuższy staż, bo już prawie 7 lat zamieszkujemy naszą mieścinę. Mówi się do 3 razy sztuka i chyba u Nas się sprawdziło. Od samego początku spotykałam samych wartościowych ludzi. Wstyd się może przyznać ale po doświadczeniach z Londka i Szkocji nie zabiegałam specjalnie o polskie towarzystwo. Serca i pomocne dłonie wystawiło do mnie dużo tubylców. Nie oznacza to jednak, że całkowicie stronię i nie mam kontaktu z Polakami. Mam kilku znajomych ale to dzięki dzieciom. Poznaliśmy się na szkolnym podwórku. Towarzystwo bardzo fajnie, bez zbędnych much w nosie i wyniosłości ale to nie przyjaźń, jeszcze nie, może kiedyś..

Mam też kilku dobrych znajomych wśród anglików, ludzie z którymi pracuję oraz otaczający mnie sąsiedzi to ludzie o złotych sercach. Przyjęli mnie jak swoją i nie czuję się przy nich w jakikolwiek sposób wyobcowana. Nie raz się przekonałam, że mogę liczyć na ich wsparcie i pomoc. Jednak naszych relacji też nie mogę nazwać przyjaźnią.

Dla mnie słowo przyjaciel to WIELKIE słowo, znaczące wiele.


fantastyczna czwórka 


i moje angielskie wariatki 

 


Chcesz poczytać więcej na temat ‘Przyjaźni’ Nas Polek na emigracji,  zapraszam na stronę Klubu Polek, gdzie znajdziecie tabelkę z wpisami o przyjaźni. 

Zapraszam 

justalogo

This is a demo store for testing purposes no orders shall be fulfilled. Zamknij

%d bloggers like this: